Make your own free website on Tripod.com
 
VERITATIS SPLENDOR -VIVRA PARA CONTARLA
INFO nurt 2
SZUKAJ
www.pressdisplay.com
pod pozycją:
Poland lub International

NASZ KONTAKT redakcja@infonurt2.com

KRAJ
POLSCY ZDRAJCY!!!
Polscy zdrajcy przekazali NATO i Amerykanom pełny spis naszych zakładów, ich profile i zdolności produkcyjne. Nadano temu dokumentowi zdrady stanu tytuł umowy jako „Raport zespołu Totta". Potem następowały kolejne akty zdrady polskiej racji stanu przez prezydenta Wałęsę, który podczas wizyty w USA, na skutek nacisków żydowskiego lobby, doprowadził do zerwania kontraktu na sprzedaż do Pakistanu 100 czołgów T-72M - w czasie, kiedy ich setki stały na placu fabrycznym w Łabędach. Ten­że Wałęsa, ciągle w roli prezydenta, podczas wizyty w Izraelu spowodował zerwanie kontraktu na sprzedaż 300 tych czołgów do Syrii.
Skala służalczej nadgorliwości prze­kraczała wszelkie granice sabotażu. K-iedy ONZ-owska lista państw objętych embar­giem na dostawy broni wymieniała tylko cztery państwa, to ówczesny minister spraw zagranicznych (antypolskich) - K.. Skubiszewski, nadgorliwie rozszerzył tę listę do 12 państw.
Trwał permanentny demontaż przemysłu zbrojeniowego, zapędzanie zakładów w zaprogramowane zadłużenia, zdrada tajemnic wojskowych.
Zakłady w Mielcu stały się symbolem tej dywersji, ale i także desperackiego oporu załogi zagrożonej bezrobociem. Do nich dołączały następne „zbrojeniówki". Radykalizacja postaw i strajków postępowała wraz z dalszą pauperyzacją rodzin pracowników zakładów zbrojeniowych. To było widmo głodu, nędzy, beznadziei.
W styczniu 1999 roku pracownicy radomskiego „Łucznika" nie otrzymali nawet poborów za grudzień 1998. Dwa tygodnie później dwaj „nasi" polskojęzyczni ministro­wie „obrony" - L. Komołowski i R. Szeremietiew zjawili się u protestującej załogi „Mielca". Obiecywali 7,5 mln złotych na badania kwalifikacyjne samolotu „Iryda" -nadziei zakładu na przetrwanie czasów dywersji i sabotażu.
W lutym 1999 w rozmowach rządu z przedstawicielami przemysłu zbrojeniowego ustalono „restrukturyzację" przemysłu obronnego. Na 34 spółki tej branży, 22 wyzna­czono do „sprzedaży". Do zwolnień ma się przygotowywać około 17 000 pracowników. Cztery dni później wybucha jednogodzinny strajk załogi „Mielca". Zarzucają dyrekcji bierność, rządowi niedotrzymanie obietnicy badań nad „Irydą" oraz leasingu samolo­tów „Bryza" dla Marynarki Wojennej.
Przechodzi w obce ręce fabryka czołgów „Bumar-Łabędy". Wkracza tam firma MAK-System GmbH - filia słynnego Rheinmetalla.
Trzy dni później - 5 marca „Mie­lec" zostaje postawiony w stan upadłości. Komitet strajkowy musiał wyrazić na to zgo­dę pod szantażem: jeżeli nie będzie zgody, zwalniani nie otrzymają świadczeń! Dwa tygodnie później oficjalnie ogłasza się „upadłość" zakładu mieleckiego. W ostatnim dniu marca 1999 minister E. Wąsacz odwołał dyrektora WSK „PZL-Gorczyce". Powód — rzekome spowolnienie tempa „prywatyzacji".
Dalsze etapy wojny o przemysł wojenny,1
6.04. Strajk ostrzegawczy Zakładów Metalowych „Łucznik". Pracow­nicy żądają zamówień rządowych na sumę 15-20 min zł oraz wypłatę za­ległych poborów (26.03. otrzymali po 150 zł zaliczki na poczet wypłaty lutowej!).
7.04. Pierwszy z serii publicznych protestów w Warszawie pracowni­ków przemysłu zbrojeniowego. W „Łuczniku" wstrzymano produkcję polskiego pistoletu MAG, z zamiarem produkcji niemieckiego „Walthera".
8.04. Ciąg dalszy protestów „Łucznika". Załoga domaga się zrealizo­wania obietnic rządowych - zamówienia 15 tyś. szt. karabinku „Beryl" i
1000 szt. pistoletu maszynowego „Glauberyt".
13.04. Ministerstwo Skarbu Państwa zapowiedziało sprzedaż pakie­tów większościowych akcji 6 zakładów zbrojeniowych.
l. „NP"l.cit.
19.04. Pogotowie strajkowe w 30 zakładach przemysłu zbrojeniowe­go. Załogi żądają: ogłoszenia przetargu na zakup samolotu wielozadanio­wego, transportera opancerzonego, śmigłowca bojowego oraz oddłużenia fabryk. Sekcja Krajowa Przemysłu Zbrojeniowego i Lotniczego NSZZ „Solidarność" wycofuje swoje poparcie dla „restrukturyzacji" i „pry­watyzacji" sektora obronnego, ponieważ brak gwarancji na zachowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego.
5.05. Strajk i demonstracje pracowników „zbrójeniówki" przed MON w Warszawie. Początek serii protestów ulicznych.
16.05. Pracownicy „Łucznika" przeprowadzają kilkudniowy protest w Warszawie.
24.06. Policja rozpędza demonstrację, strzelając z kuł gumowych. W czasie strzelaniny traci oko fotoreporter „Naszego Dziennika".
8.07. Minister ON Janusz Onyszkiewicz zadeklarował zakup 5 tyś. szt. karabinku „Beryl". NSZZ „S" „Łucznika" uważa tę ofertę za niewysta­rczającą. Domaga się przekazania starych pistoletów maszynowych AK-47, które po modernizacji można korzystnie sprzedać za granicę.
4.08. Według prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Arkadiusza Krę­żla, „restrukturyzacja" 6 zakładów zbrojeniowych wymaga l mld zł. Re­sztę powinni dostarczyć zagraniczni inwestorzy oraz budżet państwa -twierdzi Krężel.
Obelżywe kłamstwo żydo-komunistycznego „Wprost": pod tym zdjęciem strajkujących robotników dało pod­pis: Związkowcy „Solidarności" walczą o polityczne konfitury (fot: T.Gzell/PAP). Redaktor naczelny „Wprost" jadł polityczne konfitury w stołówce KC PZPR, teraz jada z ręki bossów żydokomuny z SLD-UW. Ci na zdjęciu walczą o chleb i biologiczne przetrwanie.
Dywersja w górnictwie prowadzona przez eurofolksdojczy trwa już od ponad pię­ciu lat, a nasila się z każdym następnym. W wydanej w 1998 roku książce Piąty rozbiór Polski 1990-2000 (pisanej w 1997 r.) informowałem Czytelników, że w 1986 roku, a więc na trzy lata przed oszukańczym Okrągłym Stołem, Bank Światowy zalecił jeszcze jawnie komunistycznej dyktaturze w Polsce - całkowitą likwidację eksportu polskie­go węgla, choć nie istniały wtedy jeszcze żadne przesłanki jego rzekomej nieopłacalno­ści, a był przecież głównym filarem polskiego eksportu.
Po Okrągłym Stole, będącym spiskiem żydokomuny spod znaku KOR, sterowane­go przez zachodnią oligarchię pieniądza i polityki, rozpoczęła się metodyczna inwazja kłamstw i dezinformacji w sprawie polskiego górnictwa. Jej „strategicznym" celem l było przekonanie zdezorientowanego narodu, iż wydobycie węgla kamiennego w Polsce jest nieopłacalne, a przeciętny podatnik wręcz dopłaca do tego molocha. Należy zatem drastycznie ograniczyć wydobycie, zamknąć dziesiątki kopalni, zwo­lnić około 100 000 górników. Głosy prawdy, argumenty uczciwych propolskich ekono­mistów były dyskredytowane w zmasowanym ogniu propagandy polskojęzycznych mediów.
Mechanizm niszczenia górnictwa był ten sam, jaki stosowano przy niszczeniu in­nych branż polskiego przemysłu - odmowa kredytowania a jednocześnie ściąganie wy­sokiego haraczu z każdej tony eksportowanej. Na skutki nie czekano długo. Już w 1998 roku dług resortu górnictwa zamykał się kwotą około 13 mld złotych. Nad powodami tego gwałtownego regresu finansowego żydo-media rozciągnęły szczelną zasłonę milczenia i kłamstwa.
I znów - głównym niszczycielem okazał się L. Balcerowicz. W jego „programie restrukturyzacji", górnictwu powierzono zadanie tzw. „kotwicy inflacji". Wykonanie tej dyrektywy było sabotażowe: l stycznia 1990 roku rząd zamroził i zarządził utrzy­manie stałych cen węgla, przy jednoczesnym uwolnieniu cen w innych dziedzinach gospodarki7. Była to pętla powolnej agonii. To właśnie od tego momentu wydoby­cie węgla stało się „nieopłacalne", ze stale przyśpieszającą nieopłacalnością i'takim też tempem wzrostu zadłużenia górnictwa.
Tylko lektura specjalistycznych, wówczas jeszcze niezależnych publikacji pozwalała nielicznym Polakom dowiedzieć się, że w 1990 roku koszt wydobycia tony polskiego węgla wynosił 20 dolarów, to za tonę wyeksportowaną otrzymywano 50 dolarów. Co z różnicą pomiędzy 20 a 50? W związki z tym, że eksport był bardzo opłacalny, a tym samym mord na górnictwie przedłużali);
się w nieskończoność, Balcerowicz wprowadził nigdzie na świecie nie spotykany po datek eksportowy w wysokości 80 proc. wartości eksportowej ceny węgla. W rezulta cię, Ministerstwo Finansów zabierało 40 dolarów, a kopalni zostawało 10 dolarów.
W ten oto dywersyjny, sabotażowy sposób uruchomiono proces lawinoweg „zadłużania" kopalń i całego górnictwa. Kopalnie zostały więc zmuszone do zaciągani kredytów. Tu jednak czekała je kolejna gilotyna - 400 procent w skali roku! To szablo — tak samo gwałtownie, z miesiąca na miesiąc uczyniono bankrutami wiele kluczowyc zakładów innych branż. Były państwowe, kredytowane przez państwo: nagle procent od kredytów podniesiono do 300-400!
l. Zob. m.in.: mgr inż. Jan Olszowski: Polityka fiskalna wobec górnictwa węgla kamiennego (Górnicza Iz Przemysiowo-Handlowa, 1998).
W tym samym czasie zagraniczne hieny, owe „podmioty strategiczne" otrzymywały zakłady niemal za darmo, za już narosłe zadłuże­nia, a po łaskawym ich przejęciu za bezcen, były zwalniane na 3-5 lat z podatków.
W 1992 roku „zadłużenie" górnictwa wyniosło 22 biliony starych złotych i lawino­wo nadal rosło.
Ale tego było mało sabotażystom. Narzucono energetyce niskie ceny węgla, za­wsze według zasady: ceny dla odbiorców energetyki niższe od kosztów wydobycia. W 1997 roku tona węgla dla energetyki kosztowała 32 dolary, a importowanego - tylko 27 dolarów. Wniosek prosty: zlikwidować „nieopłacalne" wydobycie, przejść na bar­dziej „opłacalny" import. Dzięki temu sabotaźyści rzadowo-sejmowi osiągnęli dwa skutki: przyśpieszyli bankructwo górnictwa, a jednocześnie „wypracowali" ogromne zyski w energetyce, która stała się łakomym kęsem dla zagranicznych korporacji.
Górnictwo ratowało się systematycznym zwiększaniem cen węgła dla odbiorców prywatnych. Dziś wiadomo - za tonę węgla pierwszego gatunku trzeba prywatnie zapłacić około 100 dolarów. Ale nie są to dolary kopalni. Większość z tej setki zabie­rają pośrednicy — spółki nomenklaturowe, pasożyty toczące jak rak chory organizm gór­nictwa.
Nie próżnowała nasza „złota Hania", czyli Hanna Gronkiewicz-Waltz, eurofolks-dojczka usadowiona przez eurokratów brukselskich na fotelu prezesa NBP. Na ich pole­cenie przez szereg lat obniżała wartość dolara w stosunku do złotówki. Na dystansie 1990-1997 złotówka została nadwartościowana w stosunku do dolara o 180 proc. Ktoś powie, że Walz nie odpowiadała za lata 1990-1993. Tak - ale odpowiadała ta sama żydokomunistyczna sitwa kolejnych edycji „rządu" i „Kne-Sejmu", z Balcerowiczem zawsze niewymienialnym, zawsze nietykalnym. Dwoje tych polskojęzycznych „komi­sarzy ludowych" narzuconych Polsce przez neo-euro-faszyzm, czyli Balcerowicz i „pani Hania", słusznie więc zostali laureatami prestiżowych nagród pism „Euro-money" i „Global Finance" w kategorii „najlepszych" ministrów finansów i „najlepszych" prezesów banków narodowych7.
W uzasadnieniu nagród posłużono się szyderczym kłamstwem, które odtąd wbija się do głów Polaków niemal codziennie: „Polska gospodarka jest zaliczana do najszyb­ciej rozwijających się gospodarek świata" - tak to formułował wiceprezes Banku Światowego - Johannes Link.
Eksperci Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej ustalili: w latach 1990-1997 na arbitralnej, niszczycielskiej polityce cenowej wobec polskiego górnictwa, polskojęzy­czni niszczyciele z Ministerstwa Finansów, pod wodzą głównie L. Balcerowicza, wy­dusili z górnictwa haracz w wysokości 26,8 miliardów nowych złotych!
W tym samym czasie budżet państwa przekazał dla górnictwa zaledwie 6,7 mld złotych. Niszczycielski zysk, to 20,3 mld złotych. Przy sprzyjającej polityce cenowej wobec tej złotej dożynanej kury, zysk górnictwa powinien był zamknąć się kwotą około 7 miliardów, a w rzeczywistości zamknął się deficytem 13 miliardów.
W nakazach Banku Światowego z 1991 roku, rozpoczęto likwidację około 60 ko­palni. Do wykonania dyrektywy polskojęzyczni sabotaźyści zabrali się z godną podziwu gorliwością i konsekwencją.
1: fryumtalńie o tym poinformowały otępiałych Polaków „TelAwizyjne" „Wiadomości" z 5 pażdziermka 1998 roku.
Oczywiście, to generowało coraz większe protesty pauperyzowanych załóg górniczych, wzmagało desperację. Od 1998 roku na Śląsku wrze od protestów, strajków okupacyjnych, głodówek w kopalniach. Bez skutku. Oku­pant jest bezlitosny.
Oto chronologia tej nowej klęski wrześniowej, tym razem z 1999 roku, ustalona przez cytowanego publicystę „Naszej Polski"7:
4.01. Związek Zawodowy „Kontra" kieruje do NIK wniosek o zbada­nie rządowego programu reformy górnictwa węgla kamiennego w Polsce w latach 1998-2002. Związek zarzuca programowi, że brak w nim rzetelnej analizy opłacalności eksportu węgla kamiennego, założono wypieranie węgla z bilansu paliwowo-energetycznego oraz nieuzasadnione ekonomi­cznie i społecznie zamykanie kopalń. Według „Kontry", program ten jest również sprzeczny z kodeksem handlowym, który zabrania działań na szkodę własnego przedsiębiorstwa.
5.01. Rozpoczyna się długotrwały protest górników przeciw „restru­kturyzacji" przemysłu węglowego.
12.01. ZZ „Kontra" informuje, że „restrukturyzacja" górnictwa zakłada do 2003 r. likwidację 105 tyś. miejsc pracy i zamknięcie 28 ko­palń. Do 2012 roku ma być zwolnionych z górnictwa dalszych 204 tyś. pracowników.
14.01. Demonstracja 2000 górników przed Urzędem Wojewódzkim w Katowicach przeciw antyspołecznej polityce rządu. Wojewoda Marek Kempski (z AWS) nie wyszedł do górników.
17.01. Wiceminister gospodarki Janusz Szlązak informuje, że doty­chczas w górnictwie zatrudnienie zostało zmniejszone o 37 tyś. osób.
31.03. Wzmocnienie protestów górniczych z powodu braku rozmów z rządem.
18.04. 25 kopalń przewidziano do likwidacji. 26.05. Po zablokowaniu przez górników torów kolejowych na Śląsku dochodzi do porozumienia z rządem. Władze przeznaczają na pakiet socja­lny dla górników 400 min zł.
30.07. Protest przeciw likwidacji KWK „Siersza" w Trzebini (1637 zatrudnionych).
8.08. Rada Nadzorcza Nadwiślańskiej Spółki Węglowej w Tychach zadecydowała o likwidacji KWK „Siersza".
17.08. Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów pod przewodnictwem wicepremiera Leszka Balcerowicza domaga się przyspieszenia likwidacji kopalń i zwolnienia dodatkowo 10 tyś. górników.
„Nasze banki, wasze ulice" - tak należy uaktualnić przedwojenne żydowskie po­rzekadło; „Wasze ulice, nasze kamienice". Ta zamiana przedwojennych kamienic na banki trwa od czasu Okrągłego Stołu. Dokładnie opisałem ten „skok stulecia" na naro­dowe finanse Polaków w Piątym rozbiorze Polski... Przedstawiłem tam przekręty w Banku Inicjatyw Gospodarczych, Kredyt Banku S.A., w Banku Handlowym, Banku Śląskim, Banku Gospodarki Żywnościowej, Agro-Banku, a także słynny rabunek narodowych finansów w ramach tzw. Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.
1. Zbigniew Lipiński, 5 I 2000, op. cit. 204
Trzy następne lata przyniosły dalsze zawłaszczanie polskiej bankowości przez „podmioty" zagraniczne, upadłość Banku Staropolskiego i sabotażowe wyzbywanie się strategicz­nego wpływu państwa na jego finansowy krwiobieg.
Winni tych afer przebywają nie tylko na wolności, lecz nadal zajmują eksponowa­ne stanowiska w bankowości, występują w mediach w roli ekspertów, autorytetów fi­nansowych. Słynny oszust Bogusław Bagsik, winny okradzenia finansów Polski na wiele milionów dolarów, po pobycie w areszcie został wypuszczony na wolność, udzie­la wywiadów, doradza, wykupił większościowy pakiet Kurowskich Zakładów Futrzar­skich i natychmiast stał się obiektem kontroli NIK., która stwierdziła, że zamówienie kurtek dla polskich lotników zostało wycenione prawie trzykrotnie wyżej niż wynosiły koszty7.
Zagraniczni akcjonariusze przejmują polskie banki dla krociowych zysków, bo­wiem ich polskojęzyczni pobratymcy sterujący tym procederem, stwarzają im maksy­malnie korzystne warunki. Ze sprzedaży sektora bankowego rządowa sitwa uzyskuje kolejne setki milionów dolarów na łatanie coraz większych dziur budżetowych. O przyszłość się nie martwią- aby tylko dotrwać do 2003 roku - do piątego rozbioru Polski pod nazwą „wejścia" do Unii Europejskiej.
Na tę inwazję, złotousta „pani Hania" ma poetycką odpowiedź:
Rwącej rzeki nie możemy zatrzymać, możemy się skupić jedynie na umacnianiu brzegów, aby nas nie zalała - tak odpowiadała na pytanie o jej stosunek do nasilającej się ekspansji kapitału obcego na polski system bankowy.
Pod naciskiem zachodnich „doradców", z polskiego prawa bankowego został usu­nięty zapis uzależniający otwarcie na zagraniczny kapitał od potrzeb gospodarki narodowej. Istniejąca tzw. Komisja Nadzoru Bankowego może odtąd badać tylko wia­rygodność akcjonariusza i gwarancję dla bezpieczeństwa depozytów - interes gospo­darki narodowej nie jest już brany pod uwagę.
Komisja idzie jeszcze dalej - z reguły zgadza się na każdy dyktat, zatwierdza każde warunki. Na zarzuty odpowiada się językiem „pani Hani" i geniusza Balcerowicza: rze­ka płynie, na nic zdadzą się grymasy, wszystko idzie ku unifikacji unijnej.
Dziwna to unifikacja, skoro w krajach Unii obowiązują odmienne reguły. Kraje te przez dziesięciolecia chroniły swój ą bankowość przed kapitałem zagranicznym, nie do pomyślenia jest u nich, aby obcy kapitał zdominował strategię finansową państwa. Z reguły udział kapitału zagranicznego w bankach tych krajów nie przekracza kilkuna­stu procent. Nawet obecnie państwa te dostosowuj ą wspólnotowe przepisy do własnych interesów. Przykładem bankowość niemiecka. Niemiecki nadzór bankowy odrzuca możliwość większościowego udziału kapitału zagranicznego w bankach niemiec­kich. „Nasi" eurofolksdojcze zalecają coś całkiem odwrotnego. W Niemczech szcze­gółowo analizuje się takie operacje bankowe, które grożą przekazaniem do „banku-matki" najcenniejszych operacji finansowych. Są to wewnętrzne, niemieckie regulacje. Nie stoją one w sprzeczności z prawem unijnym, nie są więc kwestiono­wane przez bossów UE. Ale na taką samodzielność mogą sobie pozwolić tylko wielcy członkowie tej euro-sitwy.
l. Szerzej - w innym rozdziale.
Krajom ekonomicznie podbijanym przez UE, nie pozwala się na obronę własnej bankowości. Na zachodzie zachowały się liczne banki lokalne działające w pewnych strefach sektorowych, regionalnych, zawodowych - obsługująje i nie kolidują z głównym nurtem narodowej bankowości. Nie są narażone na przejęcie przez globalizujące się giganty bankowe. Mają klientelę i nie grozi im totalna „globalizacja", w tym również zniewolenie przez internetowy system operacji bankowych.
Kolejna sabotażowa sprzeczność polskiej bankowości na tle zachodniej, to sprawa tzw. akcjonariatu rozproszonego. Minister E. Wąsacz określił go jako „kosztowną uto­pię"7 , rzekomo bowiem prowadzi do niekontrolowanego przejęcia. Tę troskę - zauważ­my, wyraził człowiek ubolewający nad tym, że w 1999 roku nie udało mu się „sprywatyzować" tyle ile zamierzał!
Tymczasem, w bankach zachodnich akcjonariat rozproszony jest powszechnie praktykowany i wręcz przeciwnie - jego rozprosze­nie utrudnia jednemu inwestorowi przejęcie kontroli nad bankiem. Banki niemiec­kie zwierają szeregi w swoim gronie, a nie łączą się z obcymi. Tak połączyły się Deutsche Bank i Dresdner Bank. Będą dysponować kapitałem łącznym wielkości około biliona dolarów.