Make your own free website on Tripod.com

Dzisiejszym gościem w Radio Rodzina

        jest dr Dariusz Ratajczak

 

... Oto dziś-  AD 2008 - mamy potwierdzenie tego co przewidzial  dr.D. Ratajczak 4 lata temu ..AD 2003 .......

  AD 2008 , PAP : Prokuratura Rejonowa w Gdyni wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie popełnienia ewentualnego przestępstwa przez lidera skrajnej prawicowej Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD) Udo Voigta - poinformowała szefowa prokuratury Grażyna Kuczyńska.
Wniosek w tej sprawie złożyło 18 grudnia ubiegłego roku Powiernictwo Polskie. PP zarzuciło niemieckiemu politykowi m.in. "nawoływanie do popełnienia zbrodni, tj. podjęcia działań zmierzających bezpośrednio do oderwania części obszaru Rzeczypospolitej Polskiej".



Prokuratura Rejonowa w Gdyni wysłała już wezwanie do przedstawicieli Powiernictwa, których chce przesłuchać w charakterze świadków.
Zamierzamy też zapoznać się z materiałami medialnymi, o których wspomniano we wniosku. Po tych czynnościach, które - mam nadzieję - uda nam się przeprowadzić do 18 stycznia, podejmiemy decyzję co do ewentualnego wszczęcia sprawy - dodała Kuczyńska.

W zawiadomieniu do prokuratury przedstawiciele Powiernictwa powołali się na relacje medialne z 10 grudnia 2007 roku, przytaczające wypowiedź szefa NPD dla telewizji ARD.
W wywiadzie przeprowadzonym przez tą stację Voigt zażądał zwrotu "Pomorza, Prus Zachodnich, Prus Wschodnich i Śląska". Koenigsberg (Kaliningrad), Danzig (Gdańsk) i Breslau (Wrocław) "są według nas miastami niemieckimi i żądamy sprawowania nad nimi władzy" - dodał.
"W Auschwitz zginęło maksymalnie 340 tys. osób"

Szef najbardziej radykalnego ugrupowania skrajnej prawicy niemieckiej podał też w wątpliwość liczbę ofiar holokaustu.
Sześć milionów nie jest liczbą dokładną. Maksymalnie w Auschwitz zginęło 340 tysięcy osób. Żydzi mówią, że "nawet gdyby jeden Żyd zginął, gdyż był Żydem, to byłaby zbrodnia". Lecz jest różnica pomiędzy płaceniem za 6 milionów a za 340 tysięcy - powiedział Voigt w wywiadzie.
NPD istnieje od 1964 roku. Największe sukcesy odnosiła w drugiej połowie lat 60. XX w. Partia gloryfikuje Trzecią Rzeszę i nie uznaje powojennych granic Niemiec.
Politycy domagają się zakazania działalności partii. Podjęta przez niemieckie władze próba delegalizacji NPD jednak nie powiodła się. Federalny Trybunał Konstytucyjny odrzucił w 2003 roku wniosek, ponieważ dowody na wrogi wobec konstytucji charakter partii pochodziły częściowo od działaczy, którzy byli równocześnie konfidentami niemieckiej policji.
Powiernictwo Polskie zostało zarejestrowane w styczniu 2005 r. w Gdyni. Głównymi celami organizacji są: pomoc prawna dla polskich obywateli, którzy chcą domagać się odszkodowań za szkody wyrządzone przez III Rzeszę oraz edukacja historyczna społeczeństwa.
Jego szefową jest senator PiS Dorota Arciszewska- Mielewczyk. (ak)

 

http://haggard.w.interia.pl/drwywiad.html
Janusz Telejko: Dzisiejszym gościem w Radio Rodzina jest dr Dariusz
Ratajczak. Serdecznie witam, szczęść Boże.

Dariusz Ratajczak: Szczęść Boże.

J. Telejko: Panie Dariuszu, czy historyk może świadomie mówić nieprawdę?

D. Ratajczak: Nie, absolutnie nie może. Jest to rzecz nie do zaakceptowania.
Głównym celem działalności historyka jest zbliżanie się do prawdy,
poszukiwanie prawdy. W istocie prawda jest jedynym przyjacielem historyka.
Owszem, historyk może błądzić, może popełniać błędy i często tak się dzieje.
Powiem szczerze: ja prawdopodobnie też bardzo często nie mam racji,
popełniam błędy - cóż, jestem tylko człowiekiem - zawsze jednak pragnę
zbliżać się do prawdy. Historyk i prawda to powinno być jedno. Historyk
powinien być skażony prawdą, skażony dążeniem do prawdy. Historyk świadomie
podający nieprawdę jest w istocie propagandystą. Niestety, zjawisko to
obserwujemy również w dzisiejszych "demokratycznych czasach". Oczywiście nie
tylko w Polsce, ale niech ona będzie podstawą naszej rozmowy, zgodnie z
maksymą: "bliższa koszula ciału..." Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego,
iż ciągle - uwaga ta odnosi się przede wszystkim do
"trzeciorzeczpospolitowych" historyków zajmujących się dziejami
najnowszymi - historia przesiąknięta jest polityką. Podejrzewam nawet, że
nadal pełni ona rolę nauki pomocniczej polityki, że, mówiąc wprost, zależna
jest od bieżących interesów warstw rządzących. I to jest rzecz godna
ubolewania, gdyż podobno żyjemy w wolnym Kraju. W jakiś sposób ma to związek
z tą straszliwą socjalistyczno-postępową cenzurą (nazwijmy ją polityczną
poprawnością), która zastąpiła po 1989 r. cenzurę realnego socjalizmu,
komunizmu, marksizmu, czy jak go tam zwał. Po 1989 roku wielu historyków
wpadło z "komunistycznego deszczu" pod "politycznie poprawną rynnę", ale to
jest też cenzura. Inna sprawa, że przyszło im to z łatwością. Kłamali za
"komuny", kłamią i teraz.
To są ludzie o mentalności, nikogo nie obrażając,
kelnera. Ja to nazywam dosadniej: " kundlizm". Oczywiście funkcjonują tylko
dlatego, że po 1989 r. nie przeprowadzono zdrowej weryfikacji na wyższych
uczelniach. A zresztą - gdzie ją tak naprawdę przeprowadzono?!

J. Telejko: Teraz wróćmy do historii dr Dariusza Ratajczaka, bo to też jest
historia; był Pan znanym i lubianym wykładowcą na Uniwersytecie Opolskim.

D. Ratajczak: ...byłem. Tak, byłem.

J. Telejko:...wybitnym naukowcem i znawcą Kresów Wschodnich, a obecnie
pracuje Pan jako stróż nocny - dlaczego?

D. Ratajczak: Z bardzo prostego powodu - w 1999 roku opublikowałem
publicystyczną książeczkę pt. "Tematy niebezpieczne". W książce tej w jednym
z podrozdziałów poruszyłem sprawę tzw. rewizjonizmu holokaustu, przytoczyłem
tezy głoszone przez rewizjonistów holokaustu bez mojego komentarza
autorskiego... i to się pewnym gremiom nie spodobało...

J. Telejko: Panie Dariuszu, kim są rewizjoniści holokaustu?

D. Ratajczak: Rewizjoniści holokaustu są środowiskiem złożonym z naukowców ,
dziennikarzy, publicystów. Przede wszystkim to prawdziwie międzynarodowe
grono uważa, że żydowski holokaust nie był wydarzeniem wyjątkowym w XX
wieku, że ten straszliwy XX wiek, który na szczęście skończył się, dotykał
także tragediami inne nacje, inne narody: a więc Polaków, Cyganów,
Japończyków, Ormian, Rosjan, Ukraińców itd. Dlatego twierdzą, że właściwie
żadna nacja, żaden naród nie ma monopolu na cierpienie, w tym ciężko
doświadczony podczas ostatniej wojny naród żydowski. Tymczasem dzieje się
tak, że niektóre środowiska żydowskie chcą wmówić światu, że holokaust był
jakby osią martyrologiczną XX wieku. Co więcej, osią martyrologiczną
historii całego świata. Oczywiście tą podstawową rewizjonistyczną tezę
uzupełniają inne poglądy. Na przykład taki, że podczas II wojny światowej
nie zginęło 6 mln Żydów, tylko mniej. Ta teza jest o tyle do obrony, że
jeszcze 15 - 16 lat temu twierdzono, że w straszliwej mordowni hitlerowskiej
w Auschwitz - Birkenau zginęło 4 - 4,5 mln ludzi. Dzisiaj oficjalnie władze
Muzeum Oświęcimskiego twierdzą, że milion, milion sto... No więc mamy w tym
jednym przypadku różnicę trzech milionów. To są rzeczy, które trzeba badać i
sprawdzać. Na tym polega praca historyka. Tymczasem możni tego świata
twierdzą, iż "prawdy uświęcone" dyskusji nie podlegają. Czy na tym polega
wolność badań naukowych? Czy nie nazwiemy tego cenzurą? A ja po prostu
mówię: dajcie spokój historykom, zapewnijcie historii autonomię. Dajcie jej
żyć. Właśnie - dajcie jej żyć. Czy żądam zbyt wiele?

J. Telejko: Kogo dotknęła i obraziła Pana publikacja "Tematy niebezpieczne"?

D. Ratajczak: Widzi Pan, to jest właśnie bardzo dziwne - chyba najmniej
samych Żydów, dlatego, że głosów "anty-ratajczakowskich" w wydaniu środowisk
ściśle żydowskich było stosunkowo mało i pojawiły się nieco później. Co
więcej, chciałbym wymienić z nazwiska jednego polskiego Żyda, pana Jana
Stopczyka- człowiek ten przeżył Auschwitz - który bardzo mocno mnie bronił.
Wysłał nawet stosowny list na ręce opolskiej prokuratury z uwagą: "cenię
Ratajczaka za odwagę, nie zamykajcie ust młodemu pokoleniu".
Natomiast
"centralą" walczącą z moją skromną osobą była forpoczta "postępu" w Polsce -
"Gazeta Wyborcza", która całą sprawę nagłośniła i w ciągu 24 godzin ze
znanego w Opolu i - tak jak Pan powiedział - lubianego wykładowcy stałem się
banitą, czy ściganym infamusem. W ciągu kilkunastu godzin zostałem
zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego, a potem, po neostalinowskim
wewnętrznym śledztwie, wyrzucono mnie z uczelni. I oczywiście założono
przeciwko mnie sprawę sądową, która ciągnęła się miesiącami.

J. Telejko: ...wiem, że się skończyła już ta sprawa. Jaki był werdykt sądu?

D. Ratajczak: Sprawa zaczęła się w 1999 roku a zakończyła w 2001.
Ostatecznie warunkowo umorzono ją ze względu na niską szkodliwość społeczną.
Ja wprawdzie w sądzie cały czas tłumaczyłem, że przecież nie wyrażałem
własnego zdania co do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu,
podkreślałem, że jedynie referowałem problem (a to wolno mi było robić),
chciałem także powołać stosownych ekspertów w osobach pp. profesorów Rainy i
Bendera, ale sąd pozostawał niewzruszony. Uznał, że sam jest władny
określić, czy referowałem poglądy, czy też się z nimi zgadzałem. Widzi Pan,
od samego początku sprawa była "szyta grubymi nićmi"... Nie miałem zbyt
wielkich szans, bo proszę zdać sobie sprawę z jednej rzeczy : jednostka
wobec systemu jest niczym, tak samo, jak błogo śpiący na ulicy człowiek
wobec walca kierowanego przez szaleńca. Mogę powiedzieć tak: zachowałem
twarz, walczyłem o nią, ale na wyrok uniewinniający w 100% oczywiście nie
miałem szans. Raz jeszcze powtórzę: sprawa była od samego początku "kręcona
z góry", szły dyrektywy z ministerstwa sprawiedliwości, że trzeba szybko
"tego Ratajczaka załatwić". Jeżeli bowiem nie zrobimy tego teraz, za chwilę
pojawią się następni, którzy zaczną drążyć "bardzo niebezpieczny temat" .
Mój Boże, czegóż to "nasze elity" nie wypisywały w tamtych czasach o mnie.
Wysyłano mnie do zakładów psychiatrycznych, twierdzono, że moja sprawa może
wpłynąć na stosunki polsko-żydowskie. Istna paranoja, "dom wariatów". Taki
to był cyrk i takie występujące w nim małpy. Doprawdy żyjemy w ciekawych
czasach. I "ciekawi" ludzie nami rządzą.

J. Telejko: Panie Dariuszu, czy ukazały się już po Pana książce inne
publikacje na ten temat, polskich autorów, czy naukowców ?

D. Ratajczak: Nie. Owszem, były artykuły, a raczej stosowne fragmenty,
opisujące mój przypadek, natomiast takie publikacje ukazały się wcześniej.

Do roku 1999 publikował na ten temat pan Tomasz Gabiś w jego periodyku
"Stańczyk", ale, jak mówię, do roku 1999, bo proszę pamiętać, że wtedy to
wszedł w życie artykuł 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej ,w którym
jednoznacznie stwierdzono, iż tych rzeczy nie można pod groźbą kary
więzienia poruszać. Po prostu nie można - i już. To oczywiście cenzura.
Ja,
jako historyk nie mogę się z tym zgodzić. Chociażby dlatego, że cenzura to
grób dla historii. Jakież to upokorzenie dla historyka: ktoś decyduje za
niego, czym ma się zajmować, wyznacza granice badań...

J. Telejko: Panie Doktorze, kilka słów o Pana rodzinnym domu, Pana karierze,
pasjach?

D. Ratajczak: Urodziłem się w Opolu w roku 1962, z tym, że jak większość
mieszkańców tego miasta nie jestem autochtonem, czyli Ślązakiem. Ojciec
pochodzi z Wielkopolski, ze Śremu, śp. moja mama z Chodorowa w byłym
województwie lwowskim, czyli łączę w sobie tradycję wielkopolską z wpływami
wschodnio-galicyjskimi, kresowymi. Pochodzę z patriotycznego domu; ojciec
jest synem Powstańca Wielkopolskiego. Dziadek Michał uczestniczył również
jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej. Kampanię zakończył w
miejscowości Głębokie na Wileńszczyźnie. Natomiast w czasie I wojny
światowej walczył pod kajzerem Wilhelmem. Brał udział w rzezi pod Verdun. Ja
zawsze Bogu dziękuję, że pochodzę z normalnego polskiego domu nieskażonego
jakimiś miazmatami lewicowości, marksizmu, czy innymi niemiłymi zdrowemu
rozsądkowi rzeczami.

To jest bardzo ważne, gdyż to kim jesteśmy w 80% zależy od wychowania
rodzinnego. Może dlatego jestem przerażony tym, co się obecnie dzieje z
młodym pokoleniem. Otóż młode pokolenie opuszcza rodzinny dom bez
świadomości bycia Polakiem. W konsekwencji tak często otaczają nas dzisiaj
ludzie, o których można tylko powiedzieć: "polskojęzyczny tłum". To jest
przykre. Natomiast, jeśli chodzi o moje pasje... Historia jest moją pasją
numer jeden, mam takie nawet szczególne hobby, a mianowicie dzieje klanów
szkockich. Temat piękny, romantyczny i... bezpieczny. Poza tym lubię
geografię polityczną oraz sport. Szczególnie piłkę nożną. Boleję, że w
polskim futbolu na razie jest tak, jak jest. Ale to, co już przeżyłem, to
przeżyłem. Myślę o mistrzostwach świata w piłce nożnej w 1974 i 1982 roku -
tej radości nikt mi już nie odbierze.

J. Telejko: Jak Pan widzi swoją przyszłość naukową, Panie Doktorze? Sąd w
zasadzie Pana uniewinnił, ale w opinii naukowców, historyków ciągle Pan jest
oskarżany i "trędowaty". Jest Pan "persona non grata" na każdej wyższej
uczelni.

D. Ratajczak: Zgadza się. 20 października tego roku - czyli dosłownie za
chwilę - kończy mi się okres karencji, bo zostałem zawieszony w prawach
nauczyciela akademickiego do 20 października 2003 roku. Już złożyłem
stosowne aplikacje do różnych wyższych uczelni, tak państwowych, jak i
prywatnych . Wszędzie odpowiedź jest jedna: nie! Oficjalnie brak miejsc, a
nieoficjalnie, przy kawie, dowiaduję się: "Wie Pan, tak naprawdę, gdyby to
od nas zależało, to dawno byśmy pana zatrudnili, ale nie chcemy mieć
kłopotów". I to jest mocno podejrzane... co innego ludzie mówią prywatnie, a
co innego oficjalnie. Kłopoty z odwagą cywilną, ot co! Ale faktem jest, że
nie ma większych szans na zatrudnienie w instytucie naukowym, na
uniwersytecie. Jestem realistą. Inna rzecz, że poglądów nie zmieniłem, do
Canossy nie pójdę. A tego zapewne wymagałaby łaskawa zgoda na zatrudnienie
mnie w instytucji związanej z wyuczonym przeze mnie zawodem.

J. Telejko: Porozmawiajmy teraz o naszej rzeczywistości. Sytuacja, która
jest obecnie w Polsce przypomina troszeczkę sytuację tuż po "rewolucji" -
rząd swoje, społeczeństwo swoje i ta przepaść między rządem a społeczeństwem
pogłębia się. Mnoży się korupcja, afery. Jak Pan, jako historyk, ocenia
obecną sytuację w Polsce? Czy nastąpi jakiś przełom i społeczeństwo dokona
dobrego wyboru?

D. Ratajczak: Myślę, że ten przełom w końcu nastąpi. W historii Polski od co
najmniej 200 lat mamy kłopoty z elitami politycznymi zaczynając od epoki
saskiej, a kończąc na SLD.
To musi się kiedyś skończyć . Ludzie wielkie
nadzieje wiązali z AWS-em, ale jak Pan doskonale pamięta "nasi" zdradzili,
stali się "onymi". Wielkie nadzieje wiązano z SLD - znowu zdradzono naiwną
masę. Społeczeństwo musi wreszcie jasno określić, czego i kogo chce. Musimy
w końcu wybrać narodowe polskie elity - takie elity, które nas nigdy nie
zawiodą. Ludzie nie są tacy głupi, jak się niektórym przedstawicielom elit
politycznych wydaje. Jeżeli Polacy głosowali np. za Unią Europejską (ponad
70 %) i dzisiaj dowiadują się, że warunki naszej akcesji są fatalne, to po
raz kolejny przekonują się, że pewni ludzie po prostu kłamią, więcej -
kłamstwo jest organiczną cechą ich osobowości. Zatem jest wielka potrzeba,
aby Polacy uświadomili sobie, że są w tym narodzie naprawdę ludzie porządni,
którzy mogą tworzyć narodowe elity. Trzeba tylko tych ludzi odnaleźć, trzeba
tych ludzi zgrupować i trzeba na nich zagłosować. Taki jest m.in. cel
działalności Stowarzyszenia Forum Polskie, którego mam zaszczyt być
członkiem.

J. Telejko: Czy społeczeństwo polskie pójdzie jeszcze do wyborów?

D. Ratajczak: Myślę, że tak - i do wyborów parlamentarnych w Polsce i do
tych europejskich. Będzie głosowało chyba po raz pierwszy na ludzi, którzy
dadzą temu społeczeństwu gwarancje, że o losach Polski będą decydować
Polacy, to jest środowiska nie tylko mówiące, ale przede wszystkim czujące
po polsku. Stoimy u progu walki o wszystko... o być albo nie być naszej
Ojczyzny. Na szczęście coraz więcej Polaków zaczyna zdawać sobie z tego
sprawę.

J. Telejko: Czy ta Europa, do której wchodzimy; w której będziemy
uczestniczyć, nie chce nas "zakwalifikować" jako obywateli drugiej
kategorii?

D. Ratajczak: Drugiej albo nawet i trzeciej kategorii, Panie Redaktorze. Co
więcej, Unia Europejska jest unią ponadnarodową, jest próbą stworzenia
jakiegoś mega-europejskiego państwa. Ludzie kierujący Unią Europejską w
ogóle nie myślą w kategoriach narodowych. Ich ideałem jest beznarodowe
społeczeństwo manipulowane przez "jaśnie oświecone kręgi"
polityczno-ekonomicznych "macherów". UE jest próbą realizacji starego
masońskiego marzenia o "superpaństwie". W takim układzie nie mówmy, że
będzie się rozwijała polska kultura narodowa i że pozostaniemy Polakami.
Unia Europejska w jej obecnym kształcie jest śmiertelnym wrogiem idei
państwa narodowego, względnie skrytą pod uniwersalnymi hasłami formą
realizacji starych państwowo-narodowych celów Niemiec. I tak źle, i tak
niedobrze. Dlatego naszą powinnością jest albo przekształcić ją w luźną
konfederację państw narodowych, albo, jeżeli okaże się to niewykonalne, z
tej Unii wystąpić z wielkim hukiem.

J. Telejko: Pana plany naukowe i autorskie - co Pan zamierza w najbliższym
czasie opublikować? Może jakieś "tematy niebezpieczne"?

D. Ratajczak: W jakiś sposób tak. Tu jedna uwaga: historyk co rusz napotyka
na tematy nie opracowane - nierzadko "niebezpieczne". To nie jest tak, że
Ratajczak znajduje "tematy niebezpieczne". One po prostu są, one człowieka
otaczają, a lata komunizmu, i nawet lata III Rzeczypospolitej, którą ja
nazywam "PRL-em Bis", spowodowały, że tych tematów jest coraz więcej.

Powracając do Pana pytania... Zamierzam w najbliższym czasie wydać książkę
poświęconą represjom komunistycznym czy stalinowskim na Opolszczyźnie, czyli
w moim regionie, w latach 1945-55. Właściwie tekst już jest gotowy - 600
stron - i prawdopodobnie będę musiał go trochę skrócić, bo jak Pan doskonale
wie współczesne oficyny nie chcą wydawać takich opasłych tomów. Teraz
obowiązuje inna moda: krótko i na temat. Ale książka, od razu mówię, będzie
bardzo ciekawa.

J. Telejko: Panie Doktorze, na Opolszczyźnie dużo ostatnio się mówi o
mniejszości narodowej, o tworzeniu odrębnego państwa śląskiego - w zasadzie
tworzy się taki mit, że Śląsk chce się oderwać od Polski. Dlatego ci, którzy
przyszli na Śląsk tak, jak Pana rodzice ze Lwowa, zaczynają się tego Śląska
bać.

D. Ratajczak: Tak, zaczynają się bać i mają powody, żeby się bać. Nie
załatwiono kwestii własnościowych. To tykająca bomba zegarowa w obliczu
wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Proszę pamiętać, że prawo unijne
będzie miało większą wagę od polskiego, czyli krajowego. Niemcy bezwzględnie
wykorzystają tą sytuację, upomną się "o swoje". To jest poważne państwo, oni
wiedzą, co robią..
. Jeżeli ktoś myśli, że zachodni sąsiedzi Polski
zapomnieli o byłych ziemiach niemieckich na wschód od Odry - żyje w krainie
latających niedźwiedzi. Jeśli chodzi o Śląsk i Ślązaków... Zawsze uważałem,
że Śląsk jest polski - to jest rzecz bezdyskusyjna. Nie ma Polski bez
Śląska. Polska bez Śląska jest krajem nawet już nie drugorzędnym, ale
czwartorzędnym.

Nie ma oczywiście czegoś takiego, jak "narodowość śląska" - jest to wymysł
kilku spryciarzy zgrupowanych wokół pana Gorzelika i to jest oczywiście
typowa, w istocie proniemiecka dywersja. Ci faceci napisali już nawet
książkę o historii "narodu śląskiego". Zachodzę w głowę, jak można napisać
książkę o czymś, czego nigdy nie było?! Na Opolszczyźnie istnieje mniejszość
niemiecka - ja nie odbieram tym ludziom prawa do tego aby czuli się
Niemcami, ale trzeba znać pewne proporcje... Nie można na przykład
twierdzić, że Ślązacy są etniczną częścią narodu niemieckiego, a Śląsk
polsko-niemieckim "landem". Zresztą zdecydowaną większość mieszkańców
Opolszczyzny stanowią Polacy. Żyją wśród nas również Ślązacy o polskiej
orientacji narodowej. Tych ludzi spotkała wielka niesprawiedliwość. Po 1945
r. byli prześladowani przez komunistów, wielu z nich wyjechało do Niemiec,
ale ja do dnia dzisiejszego znam polsko-śląskie rodziny mieszkające pod
Opolem, które dumne są z tego, że ich dziadkowie, czy pradziadowie walczyli
w Powstaniu Śląskim po stronie polskiej. Oczywiście wielu opolskim Ślązakom
zamącili w głowie liderzy niemieckiej mniejszości w rodzaju Heinricha
Krolla. To są niebezpieczni ludzie, wilki w owczej skórze. Mają pieniądze,
cieszą się poparciem ze strony bogatego "Vaterlandu" Jest to potencjalnie
piąta kolumna. Na szczęście zauważam, że szeregi mniejszości niemieckiej na
Opolszczyźnie rzedną. Chyba jest szansa, aby ponownie przyciągnąć śląskie
masy do polskości. Trzeba to robić delikatnie szanując śląskie odrębności
regionalne, śląską gwarę (naprawdę urokliwą), zwyczaje itd. Jedno jest wszak
pewne: nie ma Polski bez Śląska. Generał de Gaulle miał rację. Najbardziej
polskim z polskich miast jest... Zabrze! Dodam: i Opole... i Opole,
historyczna stolica polskiego Górnego Śląska!

J. Telejko: Z "niepokornym" doktorem Dariuszem Ratajczakiem, historykiem,
człowiekiem, który napisał książkę, która "poruszyła" całą Polskę, a obecnie
jest nocnym stróżem, rozmawiałem dzisiaj w Radiu Rodzina.

Serdecznie dziękuje za przybycie do studia i za rozmowę.

D. Ratajczak: Dziękuję. Szczęść Boże.