Chiński program kosmiczny

nie stanowi "zagrożenia" dla innych państw - ogłosiły wczoraj władze w Pekinie w reakcji na protesty krajów zachodnich. Potępiły one niedawne próby Pekinu, które według Waszyngtonu potwierdziły, że Chiny mogą niszczyć satelity na orbicie kosmicznej. Władze tego kraju odmówiły jednak podania szczegółowych informacji w tej sprawie.
Z kolei współpracujące z Pekinem władze Rosji bagatelizują problem. Minister obrony Siergiej Iwanow wyraził wczoraj wątpliwość, czy Chiny rzeczywiście przeprowadziły próbę broni zdolnej do zestrzeliwania satelitów. - Te plotki są zdecydowanie przesadzone - skomentował w telewizji Iwanow doniesienia amerykańskiego wywiadu i dodał, że Rosja była i jest przeciwna militaryzowaniu przestrzeni kosmicznej. Agencja RIA Nowosti cytuje gen. Leonida Iwaszowa, byłego szefa wydziału współpracy międzynarodowej rosyjskiego Ministerstwo Obrony Narodowej, według którego chińska broń antysatelitarna została opracowana na podstawie sowieckiej rakiety IS-1, zaprojektowanej w latach 70.
Amerykański wywiad przypuszcza, że 11 stycznia miała miejsce próba, podczas której Chiny za pomocą odpalonego z Ziemi pocisku balistycznego zestrzeliły swego starego satelitę meteorologicznego umieszczonego na orbicie na wysokości 865 km. Zaniepokojenie z tego powodu wyraziły Stany Zjednoczone, Japonia, Kanada i Australia. Oznacza to bowiem, że Chińczycy są w stanie niszczyć np. satelity wojskowe, sterujące zachodnimi systemami obrony.
MiL, PAP