Esbecy handlowali teczkami?

Prokuratura okręgowa w Lublinie przesłucha ks. abp. Józefa Życińskiego w sprawie oferowania mu materiałów SB obciążających lubelskich księży. Metropolita lubelski przyznał w ubiegły piątek, że kilka lat temu odrzucił propozycję kupna takich dokumentów.
- W tej chwili próbujemy ustalić z asystentem księdza arcybiskupa termin przesłuchania - powiedział "Naszemu Dziennikowi" prokurator Marek Woźniak, zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Będziemy chcieli to zrobić jak najszybciej - dodał.
Sprawa dotyczy piątkowej konferencji prasowej ks. abp. Życińskiego, w czasie której ujawnił, że przed 2004 r. ktoś, kto nie ukrywał, że ma związki z dawnym wydziałem IV SB, poinformował go o posiadaniu listy osób, których ujawnienie w przyszłości może sprawić Kościołowi "kłopot". Rozmówca księdza arcybiskupa zasugerował, że może sprzedać te materiały. Ksiądz arcybiskup Życiński nie potraktował tej propozycji poważnie.
- Z tego, co powiedział ks. abp Życiński, wynika, że ktoś posiadał i ukrywa dokumenty, którymi nie miał prawa wyłącznie rozporządzać - powiedział prokurator Woźniak. - Na tej podstawie prokuratura okręgowa wszczęła postępowanie sprawdzające z art. 276 kk. Prokuratura liczy, że na podstawie zeznań metropolity lubelskiego uda się ustalić dane personalne osoby proponującej dokumenty.
- Będziemy starali się dowiedzieć, kim była ta osoba, czy to jest były funkcjonariusz służb, a może aktualny, co to są za dokumenty, kiedy wszedł w ich posiadanie - wskazał prokurator. - A jeśli ksiądz arcybiskup nie pamięta nazwiska, to może przynajmniej przybliży i skonkretyzuje całą treść tej rozmowy. Być może z tych informacji uda się ustalić więcej danych na temat osoby, która kontaktowała się z księdzem arcybiskupem.
Prokuratura przyznaje, że aktualnie dysponuje skąpymi informacjami. Śledczy nie wykluczają, że pieniędzy od ks. abp. Życińskiego mógł żądać zwykły oszust, który nie posiadał żadnych dokumentów lub dokumenty bezwartościowe.
Adam Kruczek, Lublin